Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obejście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obejście. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2015

Jak dereń zakwita

Witam...

Zima, jaka by w tym roku nie była, odchodzi. Wokół coraz wyraźniej widać oznaki zbliżającej się wiosny, choć jeszcze kapryśna, jeszcze nie zawsze słoneczna, to jednak już daje nam coraz wyraźniejsze znaki, że jest tuż...

Na początku marca, w chmurnym jeszcze i dżdżystym ogrodzie, na krzaku derenia jedna z drobnych, brudnoszarych kuleczek, jakimi obsypany był całą zimę, zmieniła kolor i jakby nieśmiało pękała, otwierała się i coraz wyraźniej widać było jej żółty środek. To pierwszy pąk otwierał się właśnie i przeistaczał w kwiat...

Udało mi się zrobić w kilkudniowych odstępach zdjęcie jednego i tego samego kwiatu i niemal dokładnie z tego samego miejsca. Oto efekty:


Pąk kwiatowy derenia jadalnego. 5 marca

Ten sam kwiat 11 marca

Nasz dereń 14 marca

I wczoraj, czyli 16 marca

Dzisiaj już pąki na wszystkich dereniowych gałązkach wyglądają podobnie...

I niech ktoś powie, że nam się tylko zdaje, że to wiosna...

środa, 16 lipca 2014

Żabi aquapark

W ostatnim wpisie znalazł się krótki filmik z urządzonego przez nas w starej balii miniaturowego oczka wodnego. Zakończyliśmy go informacją, że w jego pobliżu pomieszkuje sobie żaba, która od czasu do czasu lubi sobie popływać w naszej balii. Musieliście wierzyć nam na słowo, bo dowodów fotograficznych na istnienie żaby w naszym oczku zdobyć się nie udało... Do dziś. Dzisiaj bowiem nasza żaba, pewnie przymuszona niemal trzydziestostopniowym upałem postanowiła się ujawnić, nie bacząc na naszą obecność w bezpośredniej bliskości. Korzystając więc z okazji dziś co nieco o naszym żabim aquaparku.


Nasze mini-oczko wodne ze starej balii

Jak już wspominaliśmy miniaturowe oczko wodne w naszym ogrodzie urządziliśmy korzystając ze starej, blaszanej balii, która po prostu ustawiliśmy na ziemi nie wkopując jej nawet. Początkowo miał to być najzwyklejszy zbiornik na deszczówkę do podlewania roślin, szybko jednak pojawiła się pokusa, aby ten niezbyt ciekawy wizualnie (i estetycznie) sprzęt uczynić nieco ciekawszym i przyjemniejszym dla oka i wykorzystać do urozmaicenia ogrodu. Na pierwszy ogień poszło osłonięcie boków naszej balii do czego wykorzystaliśmy fragmenty drewnianej, niskiej palisadki służącej pierwotnie do osłaniania roślin. Jej wysokość okazała się idealna do celu, do jakiego miała nam służyć. Kiedy już nasza balia przestała "straszyć" szarością starej blachy, wzięliśmy się za urządzanie środka. Na dno wysypany został pozostały nam z budowy oczyszczalni żwir i trochę nieco większych kamyków. Wśród nich umocowaliśmy kupioną już dawno temu i nie wiadomo właściwie po co niewielką pompkę z fontanną (właściwie fontanienką) do oczek wodnych. Kupiliśmy też parę wodnych roślinek i wpuściliśmy je do wody. Fontanna tryskająca wodą do góry dawała bardzo fajny efekt, ale niestety, nasze zwierzaki korzystały z oczka tylko wtedy gdy fontanna nie pracowała, po prostu bały się spadającej z góry wody. Podobnie ptaki, na specjalnie przygotowanym dla nich miejscu (kawałek deseczki sprytnie zatknięty za blaszane ucho balii) siadały tylko, gdy woda w oczku była spokojna. Postanowiliśmy więc zmienić fontannę na coś w rodzaju kaskady, a przy okazji wzbogacić roślinność naszego mini-oczka. W czasie kolejnej wyprawy do sklepu ogrodniczego kupiliśmy więc nie tylko kolejne roślinki (głównie pływające, bo w naszym oczku ziemi nie ma) ale i specjalne dzbany leżące, przeznaczone właśnie do komponowania kaskad wodnych. Całości efektu dopełnia aranżacja otoczenia oczka, czyli kupione już dawno temu ceramiczne figurki bociana, gęsi i żaby.


Oczko w balii i jego otoczenie


Kaskada z dwóch dzbanów

A oto i Pani Żaba
Czuje się jak ryba w wodzie, albo... żaba w balii
Wytęż wzrok i znajdź żabę na tym zdjęciu...

A kuku... Tu jestem!

A przy okazji zakupów do żabiego aquaparku kupiliśmy też sobie dwa (na razie dwa) krzaki dzikiej róży. A dlaczego je kupiliśmy, o tym opowiemy niebawem... Pozdrawiamy :-)

Nasz pierwsza dzika róża


niedziela, 13 lipca 2014

Czarny dzięcioł i oczko w starej balii

Kilka dni temu mieliśmy w naszym obejściu niespodziewanego gościa. Odwiedził nas, ni mniej ni więcej, tylko sam Jego Wysokość Dzięcioł Czarny - największy przedstawiciel rodziny dzięciołowatych w Europie. Oprócz niego to właśnie (do tej pory) mieliśmy przyjemność gościć już chyba wszystkich jego krewnych, łącznie z dzięciołem zielonym. A pewnego roku nawet para dzięciołów wybrała naszą starą jabłoń (a właściwie dziuplę w niej) na swój dom. Stare dzieje, ale było tak, było...

W każdym razie teraz zagościł u nas dzięcioł czarny, ptak robiący naprawdę wrażenie. Jest duży, bo wielkości gawrona, ubarwiony całkowicie na czarno, na główce ma tylko czerwoną czapeczkę (pan dzięcioł), albo - jak nasz gość - czerwoną plamkę na potylicy (pani dzięciołowa). Ale największe wrażenie robi dziób, który wygląda naprawdę imponująco, szczególnie w proporcji do całej głowy tego ptaka. Nic dziwnego... dzięcioł potrafi nim naprawdę wiele, co zaraz zademontruję na przykładzie.

Niestety, pani dzięciołowa nie zjawia się u nas regularnie, choć żeruje gdzieś w okolicy na pewno. Nie udało się więc zrobienie jej gustownego portreciku, dlatego też zadowolić się musimy zdjęciami z tego co było akurat pod ręką, czyli z telefonu komórkowego. Ale dzięcioła można spokojnie obejrzeć w internecie, jego zdjęć jest naprawdę sporo. Dużo lepszych, niż te. 
Ale jak klikniecie na każde z nich i wytężycie nieco wzrok, da się i na nich coś zobaczyć:

Czarny dzięcioł na naszym płocie

Tutaj siedzi na nim jak na drzewie.
Po prawej stronie, w żerdzi płotu dziura w drzewie,
która wzbudziła jego zainteresowanie

Pani Dzięciołowa, po lunchu ulatnia się po angielsku

Nie, nie... nie wszystko co tu widać jest dziełem dzięcioła.
Ale żerdź płotu - do wymiany

A teraz nieco z innej beczki. A właściwie nie tyle z beczko, co z balii... Starej balii, w której dawno już temu urządziliśmy sobie miniaturowe oczko wodne. Jej dno wyłożyliśmy żwirkiem pozostałym po budowie oczyszczalni, boki obłożyliśmy drewnianą palisadą. Balia w roli oczka sprawdza się znakomicie, korzystają z niej gromadnie ptaki bytujące w pobliżu, a także nasze koty i pies w czasie spacerów po ogrodzie.
Dzisiaj sprowadziliśmy do naszego minioczka nowe roślinki wodne, a także urządziliśmy w nim coś w rodzaju kaskady. Wykorzystaliśmy do tego zakupiony w sklepie ogrodniczym (razem w roślinkami) kamionkowy dzban leżący, ze specjalnie wyciętym otworem w boku. Podłączyliśmy elektryczną pompkę od naszej oczkowej fontanny i oto efekt.



Dodam jeszcze, choć na zdjęciach tego nie widać, że w pobliżu naszej balii mieszka sobie żaba, która często zażywa w niej kąpieli. No to teraz będzie miała prawie aqua-park :-)

Pozdrawiamy.

piątek, 17 sierpnia 2012

Studzienka...

Niedawno, w jednym z wpisów wspominałem o tym, jak staramy się urozmaicać wygląd naszego obejścia, dodając do niego różne nietypowe akcenty, ozdoby, czy - jak kto woli - elementy małej, ogrodowej architektury. Wpis ten kończył się takim oto zdjęciem...



... przedstawiającym nasz najnowszy pomysł - na atrapę studzienki. Tutaj jeszcze w trakcie nabierania ostatecznego kształtu.
Dzisiaj nasza studzienka już jest gotowa i w ciekawy sposób urozmaica wygląd naszego wiejskiego podwórka. A wygląda tak:

Nasza niby-studzienka

Teraz co nieco o naszym pomyśle i wykonaniu. Studzienka zrobiona została ze stojącej bezużytecznie i służącej dotychczas jedynie pokrzywom starej szpuli po kablu energetycznym. Pierwotnie została przywieziona przez przyjazne nam dusze z przeznaczeniem na opał, ale jakoś nie bardzo mieliśmy serce do tego aby ją pociąć i wrzucić do pieca. Tym bardziej, że od czasu do czasu służyła nam w charakterze okolicznościowego stolika, jednak większą część czasu spędziła stojąc w dość odludnym miejscu naszej działki. "Czas" na nią przyszedł, kiedy na działce postawiliśmy już odnowioną przez nas sieczkarnię do słomy, w której urządziliśmy kwietnik. I wtedy pomyśleliśmy, że przydałby się drugi, podobny akcent po przeciwnej stronie podwórka. I tak to stara, nikomu niepotrzebna szpula po kablu rozpoczęła swoje nowe, pewnie ciekawsze życie, jako imitacja ogrodowej studni.
A było to tak: Na początek oczywiście szpula została dokładnie oczyszczona, potem w jej okrągłych tarczach wycięliśmy otwory, przez które przeprowadziliśmy podpory dachu. Podpory te to po prostu dwie boazeryjne deski, przymocowane do boków szpuli. Niewielki daszek nad naszą studnią wykonany jest ze sklejki i przykryty pozostałymi z krycia  "dużego" dachu kawałkami onduliny. W deskach imitujących podpory dachu wywierciliśmy otwory, przez które przeprowadzona została oś wału studni. Wał ten wykonaliśmy z trzech puszek po "psich" konserwach, które zostały zlutowane jedna z drugą i następnie nasunięte na oś z gwintowanego pręta. Na wał z puszek nawinęliśmy prawdziwy metalowy łańcuch, do którego przymocowane zostało wiadro. Wykończenie stanowi korba wału pochodząca z... wyżymaczki od starej pralki pt. Frania (starsi wiedzą o co chodzi, młodsi niech spytają Googla). Całość pomalowana została w taki sposób, aby z pozostałymi elementami wystroju naszej działki stanowiła harmonijną całość.
Efekt wygląda następująco:

Ozdobna studnia ogrodowa wykonana
ze starej szpuli po energetycznym kablu

Daszek z kawałków onduliny,
wał z puszek po konserwach,
kroba z pralki Frania

Całość tworzy ciekawy akcent w krajobrazie
obejścia...

... i ładnie komponuje się z dotychczasowymi elementami wystroju

Tyle o naszej studzience. Nie głębokiej, nie głęboko kopanej (jak w piosence), a jednak na swój sposób urokliwej. 

piątek, 3 sierpnia 2012

W naszym obejściu...

Jak na prawdziwego bloga o wsi przystało, dzisiaj słów kilka o zmianach, jakie zachodzą w naszym obejściu. Jedną z naszych ulubionych rozrywek jest indagowanie wszelkich napotkanych przez nas osób, czy aby nie mają u siebie, gdzieś na strychu, w szopie albo w piwnicy, starych, niepotrzebnych, być może podniszczonych sprzętów, narzędzi czy innych przedmiotów dawniej używanych w gospodarstwie, a dziś pokrytych kurzem, oplątanych pajęczynami, pogrążonych w zapomnieniu... I proszę sobie wyobrazić, że w ten oto prosty sposób wzbogaciliśmy się o bezcenne dla nas, a pewni zawadzające innym ciekawe przedmioty, takie jak: dwa chomąta, stare koła od wozów, starą sieczkarnię ręczną i niemal nadający się do skansenu  siewnik do warzyw.
Oczywiście przedmioty te poddaliśmy starannej renowacja, a właściwie rewitalizacji i dostosowaliśmy je do naszych potrzeb, czyli przygotowaliśmy je do nowej roli, jaką mają spełniać w naszym obejściu.
I tak stare końskie chomąta zostały oczyszczone i starannie zakonserwowane a następnie wymyśliliśmy im miejsce przy drzwiach wejściowych naszego domu. Dziś prezentują się tak:

Wejściowy ganeczek naszego wiejskiego domu.
Dwa odnowione chomąta stanowią element dekoracyjny wejścia

Sieczkarnia wymagała nieco więcej pracy, albowiem trzeb było najpierw dokładnie oczyścić jej zarówno metalowe jak drewniane elementy. Po tym zabiegu część drewnianych elementów pokryliśmy impregnatem do drewna w kolorze ciemnego dębu. Następnie nakleiliśmy na boki urządzenia wycięte starannie grafiki z motywami rośli i owoców. Całość dała efekt mniej więcej następujący:

Stara sieczkarnia po pierwszych zabiegach renowacyjnych

Ta sama sieczkarni, tyle że widziana od frontu ogrodu
Uznaliśmy, że tak wyglądający element ozdobny naszego ogrodu, niedostatecznie wyraźnie rzuca się w oczy, niewystarczająco mocno akcentuje swoją obecność w przestrzeni. Dlatego zdecydowaliśmy się na zabieg użycia śmiałych i agresywnych kolorów do ozdobienia niektórych części maszyny. 

Nowy wygląd naszej sieczkarni

Teraz sieczkarnia naprawdę rzuca się w oczy

Do kompletu sieczkarni postanowiliśmy dodać siewnik do warzyw. W jego posiadanie weszliśmy gdy znajdował się on w stanie następującym:

Siewnik do warzyw - stan zastany

Po kliku prostych w sumie, choć wymagających głównie cierpliwości zabiegach przeprowadzonych przy użyciu głównie papieru ściernego, drucianej szczotki, mokrej ściereczki poddaliśmy nasz techniczny zabytek wsi polskiej malowaniu, tak dobierając kolory, aby współgrały one z kolorami sieczkarni. Siewnik ma być bowiem prezentowany obok naszej sieczkarni, stanowiącej na razie główny akcent w naszym ogrodzie.

Tadam!!! Siewnik do warzyw - reaktywacja

I na koniec o jeszcze jednej zmianie w naszym obejściu. Gdyby ktoś nie wiedział co zrobić ze starą, poniewierającą się po działce drewnianej szpuli po kablu energetycznym, proponujemy takie oto rozwiązanie:

To będzie nastrojowa studnia, a właściwie jej imitacja.
Ale na razie jest w trakcie tworzenia. 

Tyle wieści z naszego obejścia. O losach naszej "szpulowej" studni i poszczególnych etapach jej powstawania będziemy oczywiście informować w miarę na bieżąco. 
A na razie - to by było na tyle...