Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2015

Wiosna i sarny

Kilka dni temu wpadli do nas w odwiedziny mili goście. Tuż za naszym płotem, od strony lasu pojawiła się trójka sarenek: koziołek i dwie jego towarzyszki. Takie odwiedziny nie są niczym nadzwyczajnym, te sympatyczne zwierzaki często goszczą w pobliżu naszego obejścia. Są nawet wyjątkowo mało płochliwe, jakby przyzwyczaiły się, że toczące się za płotem życie w niczym im nie przeszkadza...Udało się zrobić kilka zdjęć sympatycznemu towarzystwu, a niektóre nawet, o dziwo, wyszły...

Rogaś z naszego "zapłocia"...

... i jego panienka...

...wpadli na małe "co nieco".

Zwierzaków było w sumie troje, ale niestety, jedna z koleżanek Rogasia, tak się kryła po zaroślach, że zdjęcia zrobić jej się nie udało. Może następnym razem, bo te odwiedziny to nie był jakiś ewenement...

A z okazji pierwszego dnia wiosny, najświeższa wiosenna foteczka naszego rozkwitającego (tak... tak... już!!!) derenia.

Dereń jadalny. Kwiat


poniedziałek, 29 grudnia 2014

A po świętach...

... musimy odpocząć

A w odpoczywaniu mistrzami świata są...?

Koty oczywiście!!!

Nasze dzielą się na koszykarzy i salonowców.

Koszykarze:


Drużyna koszykarzy.
Od lewej: Mamrot, Pysio i Burka vel Elwetka

Koszykarze z lotu ptaka. Kolejność dokładnie odwrotna,
czyli Burka, Pysio i Mamrot
I salonowce...

Salonowce: Skierka i Łobuz

Te zdjęcia zostały wykonane dokładnie w tym samym czasie, kiedy to nasze koty polegiwały sobie "zmęczone" świętowaniem. Dobrze, że mamy jeszcze najzwyklejsze krzesła przy stole, to i my mieliśmy gdzie przysiąść :-)

A na zakończenie jeszcze nasze dwa koty przygarnięte po nieciekawych przejściach, które na szczęście są już dla nich tylko mglistym wspomnieniem, co chyba widać na poniższym zdjęciu.

Łobuz (poraniony w lesie) i Pysio (potrącony przez samochód)

poniedziałek, 22 grudnia 2014

W świątecznym nastroju

Święta tuż tuż, więc dzisiaj wpis nietypowy. Kilka zdjęć z życia naszej kocio-psiej gromadki, które jakoś nie zmieściły się w poprzednich postach.


Czarne i białe, czyli Mamrot i Skierka w jednym posłaniu.

Tu Skierka i Burka (zwana Elwetką)

Burka i Fama na jednej kanapie


Pysio i Fama z jednej jadły łyżki...
To resztki kaszy na melku ze śniadania :-)

Wszystkim zaglądającym na tego bloga składamy najlepsze świąteczne życzenia. I oczywiście zapraszamy po Świętach. Wszystkiego dobrego :-)


wtorek, 11 listopada 2014

Pysio ozdrowieniec

Nawet nie wiecie, jak miło nam ogłosić, że nasz "powypadkowiec" czyli Pysio wrócił do zdrowia.
W piątek Pysio był w klinice na zabiegu zdjęcia stabilizatora złamanej w wyniku samochodowego wypadku żuchwy. Wszystko przebiegło pomyślnie, Pani Doktor była bardzo zadowolona, bo poskładana przez nią szczęka bardzo ładnie się zrosła i Pysio może już przejść na jedzenie w kawałkach, a za niedługo, także na suchy pokarm. Tym samym najważniejszy etap leczenia naszego nieszczęśnika dobiegł końca i został uwieńczony pełnym sukcesem.
Ponieważ Pysio nie musi już chodzić w kołnierzu ochronnym, wczoraj, a w pełnym wymiarze od dzisiaj, opuścił swoją "izolatkę" i jak pozostałe nasze koty uzyskał prawo poruszania się po całym domu.
Nie ukrywam, że obawialiśmy się tego jak przebiegnie spotkanie i zapoznanie sie Pysia z pozostałymi kocimi mieszkańcami i oczywiście z naszą Famą. Nasze obawy okazały się jednak zupełnie nieuzasadnione, bo zapoznanie się przebiegło absolutnie bezkonfliktowo. Owszem raz czy dwa były jakieś syczenia, raz Fama trochę warknęła, ale generalnie możemy już powiedzieć, że Pysio stał się członkiem kociej społeczności pod naszym dachem.



Ostatnia noc w kołnierzu.
Pysio czuje się już całkiem dobrze
i bacznie śledzi nocne życie za oknem

Po powrocie z zabiegu, przez jakiś czas
musiał dojśc do siebie po narkozie.
- No ale już mnie wypuśćcie!!!


Mimo zakończenia "kwarantanny" Pysio nadal chętnie
przebywa w "swoim pokoju.
Szczególnie lubi patrzeć przez okno.

Ale szybko nabrał iście kocich przywyczajeń

Oto Pysio

I tym oto sposobem jeszcze jedna smutna kocia historia znalazła szczęśliwy finał o czym z niekłamaną radością mamy przyjemność poinformować.

Raz jeszcze dziękujemy wszystkim lekarzom, którzy pomogli Pysiowi w trudnych chwilach :-)

niedziela, 26 października 2014

Kocie wieści

Dziś kocich wieści ciąg dalszy.

Miło nam donieść, że kuracja naszego Pysia, którego dramatyczną historię przedstawiliśmy w poprzednim wpisie, przebiega bez żadnych komplikacji. Kocina dzielnie nosi aparat stabilizujący, nie drapie się, nie próbuje go sobie zdjąć, słowem to urządzenie wydaje mu się zupełnie nie przeszkadzać w codziennym życiu. Oczywiście na wszelki wypadek, kiedy musimy spuścić zwierzaka z oka, zakładamy mu kołnierz, w kórym na całe szczęście też zachowuje się spokojnie.
Wygląda więc na to, że kuracja postępuje prawidłowo i będzie uwieńczona sukcesem.


Pysio w dzień dużo śpi

Portrecik z profilu

A tu w czasie wieczornej toalety

A korzystając z okazji garsć ploteczek z naszego kocińca :-)

Zanim pogoda zdążyła się popsuć na dobre i w naszym obejściu gościła jeszcze Złota Polska Jesień, całe kocie towarzystwo wylegało na wspólny spacer i harce po naszym podwórku.


Burka czujnie śledzi wszystkie latające owady...

... i każdy ruch w trawie

Za to Łobuz porusza się dostojnie, z rzadka tylko zrywając się do biegu

Chociaż lubi sobie od czasu wywinąć fikołka na trawie...

... czemu Skierka przygląda się z wyraźnym zainteresowaniem

Niestety, aura jest nieubłagana i jesień pokazuje coraz śmielej swoje mniej kolorowe oblicze. Wtedy kocie życie towarzyskie przenosi się do domu, a w nim  - przede wszystkim w okolice kominka, czasem też na kanapy i łóżka.


Nasze koty uwielbiają spać przed piecem w wiklinowych koszykach

A obok cieplutkiego pieca stoi taka oto kocia zabawka.
Na górze Mamrot, w norce Burka, a na dole, za słupkiem - Skierka

Burcia w swojej "dziurce"

Skierka zajął "wysokie stanowisko"

A kiedy przy piecu robi się za gorąco albo za tłoczno,
można przenieść się do sypialni

Fama i Łobuz zgodnie śpią na dywanie przed naszym piecem

Ale mi dobrze...

Pozdrawiamy :-)

sobota, 18 października 2014

Kot z wypadku

W naszym domu, w dość dramatycznych okolicznościach których szczegóły tu pominę, zjawił się nowy domownik. To młodziutki kocio, potrącony przez samochód, który doznał połamania żuchwy. W sumie to miał sporo szczęścia,bo innych obrażeń w zasadzie nie było, choć w chwili znalezienia wyglądął dość masakrycznie. Teraz, kiedy patrzymy na niego, gdy jest już po operacji, nie możemy wyjść z podziwu dla kunsztu współczesnej chirurgii weterynaryjnej, bo poza niewielką ranką na spodniej stronie żuchwy - nic nie wskazuje na niedawne dramatyczne zdarzenia z jego udziałem.

Kocio okazał się bardzo przymilnym, lgnącym do ludzi, pragnącym ciepła i pieszczot zwierzakiem. Nie stwarza żadnych problemów, załatwia się do kuwety, nawet zabiegom (przemywanie rany, zakraplanie oczka) poddaje się w zasadzie spokojnie. Musi pozostawać pod czujnym nadzorem, by nie zdjąć sobie stabilizatora, takiego aparatu, który utrzymuje złożoną żuchwę w odpowiedniej pozycji do czasu zrośnięcia się kości (tak zrozumiałem, jak tłumaczył mi to wet, ale może coś pokręciłem). Pomaga nam w tym specjalny kołnierz popularnie zwany "abażurem", który usprawniliśmy w ten sposób, że przymocowaliśmy do niego "rzepy", aby jego zapinanie i odpinanie uczynić szybszym i łatwiejszym. Kot, ze względu na uraz szczęki musi dostawać jedzenie o konsystencji papki, weterynarz polecił nam po prostu kupowanie karm w postaci musów (to takie jaby pasztety) i rozrabianie jej wodą do pożądanej nie za gęstej, ale i nie za rzadkiej konsystencji. Sprawdza się doskonale, kot wcina, aż mu się uszy trzęsą.

Najgorsze, mamy nadzieję, już za nim. Weterynarze są zdania, że kot wróci do pełnej sprawności, no może tylko jego ząbki będą wymagały nieco więcej uwagi. Miał dużo szczęścia w swoim nieszczęściu. A kiedy go znaleźliśmy, wyglądał naprawdę nieciekawie. Nazwaliśmy go Pysio.
Oto kilka fotek.

Pysio śpi

A tu  więcej Pysia...

Jak na kota, który jedną łapą był już za Tęczowym Mostem
apetyt ma całkiem niezły

Kocio w kołnierzu, który zabezpiecza przed uszkodzeniem
"poskładanej" szczęki i zniweczeniem pracy lekarzy


W swoim i jego imieniu dziękujemy tym wszystkim, którzy przyczynili się do jego uratowania i leczenia. 

środa, 16 lipca 2014

Żabi aquapark

W ostatnim wpisie znalazł się krótki filmik z urządzonego przez nas w starej balii miniaturowego oczka wodnego. Zakończyliśmy go informacją, że w jego pobliżu pomieszkuje sobie żaba, która od czasu do czasu lubi sobie popływać w naszej balii. Musieliście wierzyć nam na słowo, bo dowodów fotograficznych na istnienie żaby w naszym oczku zdobyć się nie udało... Do dziś. Dzisiaj bowiem nasza żaba, pewnie przymuszona niemal trzydziestostopniowym upałem postanowiła się ujawnić, nie bacząc na naszą obecność w bezpośredniej bliskości. Korzystając więc z okazji dziś co nieco o naszym żabim aquaparku.


Nasze mini-oczko wodne ze starej balii

Jak już wspominaliśmy miniaturowe oczko wodne w naszym ogrodzie urządziliśmy korzystając ze starej, blaszanej balii, która po prostu ustawiliśmy na ziemi nie wkopując jej nawet. Początkowo miał to być najzwyklejszy zbiornik na deszczówkę do podlewania roślin, szybko jednak pojawiła się pokusa, aby ten niezbyt ciekawy wizualnie (i estetycznie) sprzęt uczynić nieco ciekawszym i przyjemniejszym dla oka i wykorzystać do urozmaicenia ogrodu. Na pierwszy ogień poszło osłonięcie boków naszej balii do czego wykorzystaliśmy fragmenty drewnianej, niskiej palisadki służącej pierwotnie do osłaniania roślin. Jej wysokość okazała się idealna do celu, do jakiego miała nam służyć. Kiedy już nasza balia przestała "straszyć" szarością starej blachy, wzięliśmy się za urządzanie środka. Na dno wysypany został pozostały nam z budowy oczyszczalni żwir i trochę nieco większych kamyków. Wśród nich umocowaliśmy kupioną już dawno temu i nie wiadomo właściwie po co niewielką pompkę z fontanną (właściwie fontanienką) do oczek wodnych. Kupiliśmy też parę wodnych roślinek i wpuściliśmy je do wody. Fontanna tryskająca wodą do góry dawała bardzo fajny efekt, ale niestety, nasze zwierzaki korzystały z oczka tylko wtedy gdy fontanna nie pracowała, po prostu bały się spadającej z góry wody. Podobnie ptaki, na specjalnie przygotowanym dla nich miejscu (kawałek deseczki sprytnie zatknięty za blaszane ucho balii) siadały tylko, gdy woda w oczku była spokojna. Postanowiliśmy więc zmienić fontannę na coś w rodzaju kaskady, a przy okazji wzbogacić roślinność naszego mini-oczka. W czasie kolejnej wyprawy do sklepu ogrodniczego kupiliśmy więc nie tylko kolejne roślinki (głównie pływające, bo w naszym oczku ziemi nie ma) ale i specjalne dzbany leżące, przeznaczone właśnie do komponowania kaskad wodnych. Całości efektu dopełnia aranżacja otoczenia oczka, czyli kupione już dawno temu ceramiczne figurki bociana, gęsi i żaby.


Oczko w balii i jego otoczenie


Kaskada z dwóch dzbanów

A oto i Pani Żaba
Czuje się jak ryba w wodzie, albo... żaba w balii
Wytęż wzrok i znajdź żabę na tym zdjęciu...

A kuku... Tu jestem!

A przy okazji zakupów do żabiego aquaparku kupiliśmy też sobie dwa (na razie dwa) krzaki dzikiej róży. A dlaczego je kupiliśmy, o tym opowiemy niebawem... Pozdrawiamy :-)

Nasz pierwsza dzika róża


niedziela, 29 czerwca 2014

Jurajskie klimaty w Kołacinku

Dzisiaj, zgodnie z obietnicą co nieco o dinozaurach...
Kołacinek, to niewielka, acz z całkiem szacownym rodowodem, wieś w zachodniej części Mazowsza. Do 2007 roku właściwie mało kto o niej słyszał, choć znajduje się w niej urokliwy drewniany kościółek z XVIII wieku, a także ciekawy dworek z parkiem. Dworek jest w trakcie kapitalnego remontu, a w parku trwają prace konserwatorskie i rewitalizacyjne.
Nas jednak do Kołacinka sprowadził powstały tutaj w 2007 roku  Park Jurajsko-Botaniczny "Dinopark", z ekspozycją figur dinozaurów.
Obiekt nie należy do specjalnie rozległych, na jego zwiedzenie kilka godzin to aż nadto. Oprócz trasy edukacyjnej, wzdłuż której rozmieszczono figury różnych przedstawicieli  bogatej rodziny dinozaurów z różnych okresów życia na ziemi, znajdują się tam także dodatkowe atrakcje dla najmłodszych - plac zabaw, kolejka jurajska, poszukiwanie złota, czy bajkowa kraina. Niestety te atrakcje są dodatkowo płatne, w cenie biletu natomiast jest oprowadzanie po ścieżce edukacyjnej przez przewodnika Dinoparku. Warto z tego skorzystać, bo dowiedzieć się można wielu ciekawych rzeczy o dinozaurach i życiu na ziemi w okresie, w którym te zwierzęta panowały na naszej planecie.
W Dinoparku jest także niewielkie, ale ciekawe muzeum skamieniałości, w którym na własne oczy można zobaczyć zastygłe w skałach odciski szkieletów dawnych roślin i zwierząt. Nas akurat ono zaciekawiło najbardziej, najmłodszych - potwór morski wynurzający się z toni znajdującego się w parku jeziorka.
Poza dinozaurami Dinopark to pięknie utrzymany park - bardzo dobre miejsce do niedzielnego, rodzinnego wypadu.


Taki oto sympatyczny Dino wita gości Dinoparku


Jego figura dominuje w panoramie parku



Wchodzimy do Paleostrefy

Warto poczekać na przewodnika...

...dowiemy się więcej o tym co zobaczymy

Bo świat prastarej fauny jest fascynujący i bogaty...

...czasami niesamowity


Skrzydlaty praptak zrywa się do lotu...

... a tuż obok trwa bezpardonowa walka o byt

Czasami jakiś dinozaur przypuści i na nas atak...

... albo wynurzy się z toni jeziora

W Dinoparku zobaczyć można także prastare owady...

... a całość jest po prostu świetnie utrzymanym parkiem

  
Dla najmłodszych - dodatkowa atrakcja: Bajkowa Kraina
do której wchodzi się przez takie oto wrota...

... a także jurajska kolejka.
Szkoda tylko, że taka krótka

Żegnamy się z Dinoparkiem z postanowieniem, że odwiedzimy to miejsce w czasie wakacji razem z naszymi wnukami.

Pozdrawiamy :-)