poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Wakacje z... wnukami

No, może trochę przesada, nie całe wakacje, a zaledwie kilka dni, ale zawsze to pierwszy samodzielny (czytaj: bez kurateli rodziców) wyjazd naszych wnuków: Tosi i Dominika.
Staraliśmy się te kilka dni uatrakcyjnić im w taki sposób, aby jak najmniej czasu spędziły na telewizji a jak najwięcej na świeżym powietrzu... A jeżeli już pogoda naprawdę nie pozwalała na wyjście na dwór, to nawet wtedy staraliśmy się wrócić do bardziej tradycyjnych form spędzania czasu z dziećmi, jak np. czytanie bajek, czy wspólne gry...
Chyba się udało. Zresztą zobaczcie:

Pierwszego dnia wycieczka do zespołu pałacowo-parkowego w Radziejowicach:

Na molo w Radziejowicach

Obudzony z drzemki pałacowy kot
przyglądał się nam z zainteresowaniem


Dominika zainteresowało znajdujące się na dziedzińcu działo

Drugiego dnia zaplanowaliśmy wypad na basen, ale niestety pogoda pokrzyżowała nam plany.
Do południa było deszczowo i wietrznie, czas spędziliśmy więc na grze w Sylabowe domino:

Dominik i Tosia w czasie zabawy w układanie słów z sylab

A po południu, kiedy zza chmur wyjrzało słońce reaktywowaliśmy starą zabawę w puszczanie mydlanych baniek:


W Bańkowicach... chciałoby się zanucić
oczywiście o ile ktoś pamięta tę starą piosenkę...

Bańki dosłownie fruwały w powietrzu...

Wprawiając w niemałe osłupienie naszą sunię:
"Gdzie ta bańka... gdzie...?"


A ostatnią zaplanowaną przez nas atrakcją była wycieczka do Parku Dinozaurów w Kołacinku, o którym już wspominaliśmy w tym blogu. Wycieczka bardzo się naszym małym letnikom spodobała i już po przyjeździe rodziców, na pytanie co im się najbardziej podobało w czasie pobytu u dziadków, padała zgodna, chóralna odpowiedź: Di-no-za-ury!!!.


Dominik i Tosia w czasie zwiedzania Dino-parku

Tosia odsłuchuje opowieści o dinozaurach...

A Dominik karmi swoje ulubione "zwierzątko".

Na koniec wycieczka taką oto Dino-kolejką...

I koniec wycieczki... Pora wracać do domu.

Chyba się spodobało. Bo umówiliśmy się za rok, tylko na dłużej :-)

piątek, 18 lipca 2014

Zabawa w kolory lata

Na blogu Jasnej 8 trwa w najlepsze nowa, po kocich portretach, fotozabawa. Nazywa się "Kolorowe lato", a chodzi w niej o to, żeby pochwalić się zdjęciem, na którym będzie dominował jeden z letnich kolorów. Na pierwszy ogień poszedł jeden z najbardziej kojarzących się z latem kolorów, czyli żółty. Zdjęcie zostaną przedstawione pod osąd internetowej publiczności, któa w głosowaniu wybierze jez zdaniem najlepsze. 

Oczywiście nie sposób nie skorzystać z takiej okazji, więc ochoczo zgłaszam swój udział w zabawie.



W swoich zbiorach znalazłem trzy zdjęcia moim zdaniem godne zaprezentowania w tak szacownym towarzystwie, jak na tej stronie. Na wszystkich trzech są kwiaty, może dlatego, że wśród nich najłatwiej o dominację żółtego koloru. Oto moje prywatne nominacje:

Pani Róża pozuje do zdjęcia

Róża z lotu trzmiela

Liliowce w Ogrodzie Botanicznym w Powsinie

Ponieważ do zabawy można zgłosić tylko jedno zdjęcie, teraz prawdiwy dylemat: które...???
Każde jest inne, każde zwaraca na siebie uwagę innymi detalami, nieco inną kolorystyką, odmienną kompozycją. Trudny wybór, ale zdecydować się trzeba.
Po namyśle i długich dyskusjach w lamusikowym gronie wybór padł na zdjęcie numer 1, czyli Pani Róża pozuje do zdjęcia.

I żeby nie było wątpliwości interpretacyjnych, do zabawy zgłaszam to zdjęcie:



środa, 16 lipca 2014

Żabi aquapark

W ostatnim wpisie znalazł się krótki filmik z urządzonego przez nas w starej balii miniaturowego oczka wodnego. Zakończyliśmy go informacją, że w jego pobliżu pomieszkuje sobie żaba, która od czasu do czasu lubi sobie popływać w naszej balii. Musieliście wierzyć nam na słowo, bo dowodów fotograficznych na istnienie żaby w naszym oczku zdobyć się nie udało... Do dziś. Dzisiaj bowiem nasza żaba, pewnie przymuszona niemal trzydziestostopniowym upałem postanowiła się ujawnić, nie bacząc na naszą obecność w bezpośredniej bliskości. Korzystając więc z okazji dziś co nieco o naszym żabim aquaparku.


Nasze mini-oczko wodne ze starej balii

Jak już wspominaliśmy miniaturowe oczko wodne w naszym ogrodzie urządziliśmy korzystając ze starej, blaszanej balii, która po prostu ustawiliśmy na ziemi nie wkopując jej nawet. Początkowo miał to być najzwyklejszy zbiornik na deszczówkę do podlewania roślin, szybko jednak pojawiła się pokusa, aby ten niezbyt ciekawy wizualnie (i estetycznie) sprzęt uczynić nieco ciekawszym i przyjemniejszym dla oka i wykorzystać do urozmaicenia ogrodu. Na pierwszy ogień poszło osłonięcie boków naszej balii do czego wykorzystaliśmy fragmenty drewnianej, niskiej palisadki służącej pierwotnie do osłaniania roślin. Jej wysokość okazała się idealna do celu, do jakiego miała nam służyć. Kiedy już nasza balia przestała "straszyć" szarością starej blachy, wzięliśmy się za urządzanie środka. Na dno wysypany został pozostały nam z budowy oczyszczalni żwir i trochę nieco większych kamyków. Wśród nich umocowaliśmy kupioną już dawno temu i nie wiadomo właściwie po co niewielką pompkę z fontanną (właściwie fontanienką) do oczek wodnych. Kupiliśmy też parę wodnych roślinek i wpuściliśmy je do wody. Fontanna tryskająca wodą do góry dawała bardzo fajny efekt, ale niestety, nasze zwierzaki korzystały z oczka tylko wtedy gdy fontanna nie pracowała, po prostu bały się spadającej z góry wody. Podobnie ptaki, na specjalnie przygotowanym dla nich miejscu (kawałek deseczki sprytnie zatknięty za blaszane ucho balii) siadały tylko, gdy woda w oczku była spokojna. Postanowiliśmy więc zmienić fontannę na coś w rodzaju kaskady, a przy okazji wzbogacić roślinność naszego mini-oczka. W czasie kolejnej wyprawy do sklepu ogrodniczego kupiliśmy więc nie tylko kolejne roślinki (głównie pływające, bo w naszym oczku ziemi nie ma) ale i specjalne dzbany leżące, przeznaczone właśnie do komponowania kaskad wodnych. Całości efektu dopełnia aranżacja otoczenia oczka, czyli kupione już dawno temu ceramiczne figurki bociana, gęsi i żaby.


Oczko w balii i jego otoczenie


Kaskada z dwóch dzbanów

A oto i Pani Żaba
Czuje się jak ryba w wodzie, albo... żaba w balii
Wytęż wzrok i znajdź żabę na tym zdjęciu...

A kuku... Tu jestem!

A przy okazji zakupów do żabiego aquaparku kupiliśmy też sobie dwa (na razie dwa) krzaki dzikiej róży. A dlaczego je kupiliśmy, o tym opowiemy niebawem... Pozdrawiamy :-)

Nasz pierwsza dzika róża